O M.

Witaj drogi zabłąkany. To ja. M. 

Jestem jednym z tych ludzi, którzy notorycznie nie mają na nic czasu, a i tak zajmują się takimi pierdołami jak pisanie bloga. Szczególnie, że tego gówna i tak nikt w tych czasach nie czyta.

Nie wiem dlaczego tu trafiłeś. Możliwe, że dzięki przeznaczeniu.
Możliwe jest też, że przygnała Cię tu nadciągająca apokalipsa, Weltschmerz, teorie spiskowe, albo zwyczajnie snułeś się po sieci w poszukiwaniu czegoś, o czym wolałbyś nie wspominać na policji czy spotkaniu rodzinnym. Możesz też być studentem UJ i na jutro kazano Ci się nauczyć internetu na pamięć. Tak na rozgrzewkę przed 2 semestrem. Cholera wie...

Skoro już tu jednak jesteś, to czytaj dalej. Albo i nie. To wolny kraj. Podobno.

Z grubsza sprawa wygląda tak, że chyba wszyscy robimy czasem coś, co z założenia ma sprawić nam jakąś przyjemność. Hedonizm jest super, nie ma co dyskutować...
Dla mnie nie ma nic wspanialszego niż chaos. No i może lody.
Prawdopodobnie to właśnie sprawiło, że tak bardzo lubię dzielić się z każdym swoimi subiektywnymi opiniami, bo jak wiadomo - nic tak nie irytuje niektórych istot ludzkich, jak korzystanie przez inne istoty ludzkie z ich prawa do posiadania i artykułowania własnego zdania.

Ponadto lubię czytać książki. Tak po prostu.
Jeśli jest czas.
A zwykle nie ma...
Jednak pewnego dnia samo czytanie przestało mi już wystarczać.
Wtedy postanowiłem, że wtrącę swoje 3 grosze do cyberprzestrzeni i o tych książkach zacznę pisać.
Aż dziwne, że byłem wtedy trzeźwy...

I tym właśnie jest ten blog. To taki klasyczny pierdolnik, na który wrzucam teksty, które odnoszą się do kwestii aktualnie zaprzątających moją głowę. Wrzucam i zapominam. Trzeba iść do przodu.

- - -

To tyle słowem wstępu.

A teraz słów kilka o specyfice części książkowej bloga.

Każda z moich gównianych quasi-recenzji jest zwykle dowalona cytatami i spoilerami jak PKS do Lichenia, czytasz je więc na swoją odpowiedzialność. Żeby potem nie było, że nie mówiłem...
Powód tego jest taki, że nigdy nie chciałem pisać "standardowych" recenzji. Od tego są inni. Moje twory są tym, co często sam chciałem przeczytać, ale nikt nie chciał napisać. Trochę zbiorem luźnych przemyśleń, trochę babraniem się we flakach fabuły, trochę samotnym rejsem przez ocean treści w poszukiwaniu istoty danego dzieła, ale najczęściej są jak Inkwizycja, która pojawia się znikąd, by z wielką nadgorliwością i szaleństwem w oczach wpaść w świat głównych bohaterów z ogniem i mieczem i wystawić ich na próbę o jakiej im się nie śniło. By streścić ich żywota, opisać ich występki a na koniec udokumentować ich ostatnie chwile. Wszystko to po to, aby oczyszczający ogień spoilerów uchronił niewinne dusze przed piekłem miernej lektury, bądź też zachęcił takich popaprańców jak ja, którzy głęboko wieżą, że prawdziwe pierwsze przejście przez fabułę jest dopiero przy drugim podejściu.

 - - -

Warto też pamiętać, że znajdziecie tu moje osobiste opinie, które będą na tyle obiektywne na ile będę miał ochotę je takimi uczynić i na tyle składne i sensowne na ile się da.
Nie wymagajcie więc cudów. Skończyła mi się mana.

Pozdrawiam,

M.