08.04.2015

Głupi i głupszy bardziej (2014)


Miałem niedawno okazję zobaczyć pewien film. 
„Dumb and Dumber To” (czyli: „Głupi i Głupszy Bardziej”), bo o nim tu mowa, wpłynął na mnie na tyle mocno, że poczułem nieodpartą chęć podzielenia się ze światem swoimi odczuciami z nim związanymi. Niestety, szybko doszedłem do wniosku, że nie będzie to możliwe, jeśli nie opowiem wam wcześniej  o mojej osobistej „skali nieśmieszności”.
Stosuję ją w przypadku komedii, filmów z wątkami humorystycznymi, polskich kabaretów (bardzo przydatne) oraz książek. 
No ale do rzeczy, do rzeczy...

Skala jest 4-stopniowa, a pierwszy próg zostaje osiągnięty wtedy, gdy myślę sobie coś na kształt:
-Cholera! Nawet piwo bezalkoholowe nie jest tak słabe jak to, co właśnie oglądam, ale w sumie uśmiechnąłem się ze 2 razy, więc udam, że nic złego się nie stało i psów wieszał nie będę.

Drugi stopień w skali nieśmieszności osiąga „dzieło”, które sprawia, że moja twarz wygląda tak, jakby wykuta została z bloku soli, który wykrystalizował z łez uronionych przez wszystkie biedne sieroty tego świata – perfekcyjny obraz smutku i rozpaczy. Wtedy myślę sobie, że jeśli będzie jeszcze odrobinę gorzej, to kończę z oglądaniem/czytaniem, bo inaczej – jeszcze tylko chwila i pójdę golić żyły.

Próg trzeciego stopnia nieśmieszności chwyta abominacja, przez którą jestem serdecznie wkurwiony na cały wszechświat. Co zaś się tyczy jej twórców oraz każdego, kto maczał w niej palce* – składam im serdeczne życzenia powolnej i bolesnej śmierci oraz wieczności w piekle, spędzonej na goleniu dup wilkołakom przy użyciu golareczki tak tępej jak oni sami.

W końcu dochodzimy do czwartego i ostatniego poziomu nieśmieszności. Jest to spokojna kraina, w której zanikają wszelkie moje negatywne emocje. Na tym etapie jest mi najzwyczajniej w świecie żal aktorów, twórców i wszystkich innych ludzi, którzy musieli babrać się w tym gównie. Moje serce wypełnia uczucie empatii i ojcowskiej troski. Żeby zobrazować wam jak to wygląda w mojej głowie opowiem wam historyjkę. 

Wyobraźcie sobie, że pewnego wieczoru udajecie się z całą rodziną na szkolne przedstawienie, na którym wystąpić ma wasz najukochańszy, kilkuletni braciszek bądź siostrzyczka. Ma to być przedstawienie typu show - pokaż co potrafisz, zaś wspomniany braciszek/siostrzyczka ma w planie opowiadać dowcipy. Taki stand-up. Przychodzi w końcu jego/jej kolej, a wy, rozradowani, razem z resztą rodziny, wpatrujecie się w scenę. Zaczyna się występ. Niestety, początkowe podniecenie i duma ustępują pola sporemu skonfundowaniu, gdyż już po dwóch czy trzech dowcipach okazuje się, że jest stypa jak skurwysyn… Młodemu/młodej gubią się pointy, silna trema daje o sobie znać, jest coraz gorzej i gorzej – nędza i zgryzota. Oczywiście nikt się nie śmieje. Całą salę ogarnia bolesna cisza, która w końcu przerwana zostaje przez młodszą część widowni. Zaczyna ona wydawać z siebie liczne odgłosy niezadowolenia. Gnojki buczą, pokrzykują w kierunku sceny zwrotami takimi jak: „wypad ze sceny”, „ssiesz jak odkurzacz od Zelmera”, „idź do mamusi” i inne tego typu. Wtedy wasz braciszek/siostrzyczka pęka i zaczyna płakać jak córka Josefa Fritzla w piwnicy. Najgorsze jednak jest to, że z pewnych przyczyn musi skończyć występ, bo inaczej czegoś tam nie zaliczy czy coś. Wie o tym i mimo łez i burzy traumatyzujących emocji dalej sypie tymi dowcipami, pociągając jednocześnie nosem i wycierając co chwila buzię rękawem. Na widok tego obrazka nawet ta najbardziej zajadła i okrutna część publiki cichnie, tylko po to, by po chwili również wybuchnąć płaczem. Sekundy potem już cała widownia ryczy, chusteczki fruwają w powietrzu, a emocje są tak silne, że kilku ludzi z publiki nawróciło się na wiarę, parę innych osób stwierdziło, że oleje studia i zostaną ninja albo hodowcami łysych jednorożców, a jeden pedofil miał nawet orgazm. W końcu występ się kończy, na scenie gaśnie światło, a publika ocierając łzy i gluty spod nosa przeżywa – każdy na swój sposób – swoje katharsis, bijąc jednocześnie brawo z podziwu dla odwagi tego młodego człowieka, po czym w milczeniu i zadumie wychodzą, a na sali zapada martwa cisza…

 Tak moi drodzy. Film „Głupi i Głupszy Bardziej” w mojej skromnej ocenie osiągnął zaszczytny 4 poziom w skali nieśmieszności. Było mi autentycznie żal Jima Carreya, którego w sumie lubię, a który chwilami sprawiał wrażenie, że jest tam za karę i cierpi. Trochę tak ten reżyser z Korei Południowej (Shin Sang-ok), którego porwali agenci z Korei Północnej i potem musiał kręcić filmy dla ich boskiego przywódcy. Ale żeby nie było – Jim zagrał swoją rolę całkiem dobrze. 


A teraz wypada w skrócie napisać o czym toto jest (uwaga, bo będą spoilery).
No więc tak: 
Jeden debil mówi drugiemu debilowi, że potrzebuje nerki (choć tak naprawdę to nie). 
Potem uderza do swoich starych z nadzieją, że oni się sprują (choć tak naprawdę to nie). 
Dowiaduje się od nich jednak, że był adoptowany i dupa blada (jego rodzice to Azjaci i mamy nieśmieszny gag #374).
Postanawia ruszyć dalej. Przed odejściem dostaje od ojca pudło z listami, które do niego przyszły i z jednego z nich dowiaduje się, że niby ma dziecko (choć tak naprawdę to nie) i decyduje, że jedzie go szukać, bo potrzebuje tej nerki (choć tak naprawdę to nie). 
Pomijając resztę tej słabej fabuły, to dowiadujemy się od matki tego dziecka, że jest to laska, do tego już dorosła, ale problem jest taki, że oddała ją w młodości do adopcji, a gdy napisała do niej list to dostała go z powrotem z dopiskiem w stylu - spadaj na drzewo, nie chcę cię znać...
Dwaj debile dostają fotkę dziewczyny na drogę i jadą jej szukać. Dodatkowo jeden debil się w niej zakochuje.
Wychodzi też na jaw, że przybrana matka tej jego niby córki wyszła za dzianego naukowca, ale rucha ogrodnika i liczy na to, że stary szybko kipnie, zostawiając jej jednocześnie dużo manymany. 
W drogę wchodzą jej jednak ci dwaj debile, bla, bla, bla. 
Wszystko dobrze się kończy. The End. 
Takie tam słabe kino drogi. 

Oglądałem to przez palce, bo inaczej się nie dało. Nawet zwymiotowanie zużytej prezerwatywy na własnym ślubie byłoby dużo mniej żenujące niż ten film. Ale co kto lubi… 
Skoro są w kraju modelki, którym pasuje wizja szejka srającego im do ryja za dolary to i pewnie znajdą się ludzie, którzy płakali/będą płakać ze śmiechu na tej części „Głupiego i Głupszego”. Mam nadzieję, że nie są na mnie teraz źli.

Dobra, ocena…
Normalnie dałbym 0/10, ale poświęciłem się dla świata i zobaczyłem ten film jeszcze raz po pijaku i ocena podskakuje do mocnego 2/10, wiec powiedzmy, że finalnie dam 1/10 i niech będzie moja strata.
Chyba za wiele oczekiwałem po tym filmie, bo do pierwszej części mam jednak jakiś tam minimalny sentyment…