05.01.2015

Szmira - Charles Bukowski


...czyli o co chodzi z Czerwonym Wróblem.


Tytuł: Szmira
Autor: Charles Bukowski
Tytuł oryginału: Pulp
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Rok wydania: 2012
Stron: 203



No to na początek „Szmira”. Po pierwsze dlatego, że to sympatyczne słowo, (choć oryginalny tytuł ma nieco inne znaczenie, bardziej nawiązujące do treści). Po drugie książka ta bardzo przypadła mi do gustu. Z różnych przyczyn (o czym za chwilę). Po trzecie – egzemplarz, w którego jestem posiadaniu można określić mianem wyjątkowego, przy czym początkowo bardziej adekwatnym określeniem byłoby – wybrakowany (kilka stron nie było zadrukowanych, choć powinny, co postanowiłem wykorzystać. Efekt widoczny poniżej. Swoją drogą fajne uczucie. Można się poczuć jak znany pisarz…)





Na początek kilka słów o autorze książki. Człowieku, który wieloma aspektami swego życia mnie zafascynował. Kimś zdecydowanie nietuzinkowym.

Ch. Bukowski
Henry Charles Bukowski był to amerykański pisarz pochodzenia niemieckiego, ale jego skrajna fascynacja etanolem oraz finezja z jaką lubił się nim upadlać, a także fakt, że jego organizm miał to przez większość czasu za nic, sprawia, iż bliżej mu było do Słowian niż do przeciętnego Amerykanina.
Posiadał typowo ludzkie wady i słabostki, których wielu współczesnych ludzi wstydzi się nieraz bardziej niż nietrzymania moczu. Jemu zdawały się one jednak tylko dodawać charakteru. Był klasycznym przykładem awanturnika i nie wstydził się dać w ryj kiedy zachodziła taka potrzeba. Zwiedził w swoim życiu miejsca i robił rzeczy, przed którymi z całą pewnością przestrzegali was w młodości rodzice. Typowy outsider. Ktoś, komu nie obce były ani sukcesy ani porażki (ani też towarzystwo kobiet, które podpada pod obie grupy), a przy tym człowiek, który świetnie potrafił o tym wszystkim pisać.
Jego podejście do świata da się wyczuć w jego książkach, w tym tej omawianej, które nie tylko pokazują dobrze zarysowanych bohaterów, pokonujących przeszkody stawiane przed nimi przez szarą codzienność. Dają również do zrozumienia, że w zasadzie bez znaczenia jest gdzie rzuci Cię życie. Tylko od ciebie zależy ile z niego wyciśniesz.
W moje skromne gusta trafiło także to, że Bukowski używa raczej prostych opisów i to, że jego bohaterowie często prezentują bezceremonialne podejście do innych ludzi. Pewna doza wulgarności oraz naturalizmu wcale nie przeszkadza, a wręcz uprzyjemnia ogólny odbiór.

Szmira jest jedną z tych książek, o których niektórzy mówią, że albo ją pokochasz albo wyrzucisz przez okno, ale tak czy inaczej prędko o niej nie zapomnisz. 
Czyta się ją szybko, wręcz ekspresowo. Język użyty przez autora bardzo w tym pomaga. Ocieka on prostotą i typową dla życia codziennego bylejakością. Jest zbliżony do mowy potocznej - spontaniczny i mało skomplikowany, bez wzniosłych wynurzeń czy bogatych metafor rodem z Max Payne’a. Dialogi są zabawne i nie nudzą. Mają swój cel i nie wybijają z rytmu.
Co do wulgaryzmów i dosadnych opisów, których niektórzy nie trawią, to sprawa jest prosta. Sięgając po cokolwiek, co wyszło spod ręki Bukowskiego, trzeba być na nie przygotowanym. Jeśli się ich boisz jak Ameryka światowego pokoju to odpuść sobie.

Fabuła kręci się wokół wspomnianego wcześniej Nicka Belane - prywatnego detektywa (działającego w LA) oraz jego pracy nad kilkoma zleceniami, które udało mu się złapać. Pierwszym jest odnalezienie Céline’a, które zleca mu niezwykła postać kobieca, przedstawiająca się jako Pani Śmierć. Drugim jest odnalezienie Czerwonego Wróbla, o którym wiadomo tylko, że takie coś prawdopodobnie istnieje… Trzecie zaś ma polegać na śledzeniu żony, którą mąż podejrzewa o niewierność, sprawdzeniu czy to prawda i dostarczeniu dowodów zdrady. Belane oczywiście często robi sobie przerwy na małą rundkę po barach i nawet mu się nie dziwię.
Nick to zwykły facet po 50, bez kasy i większych osiągnięć na koncie. W zasadzie jego życie to pasmo niepowodzeń. Nie lubi sobie odmawiać alkoholu, do tego jest wielkim miłośnikiem kobiet i hazardu – taki hobbysta pasjonat. Przyciąga kłopoty jak magnes. Jednak mimo wielu trudności i pozornej nieudolności w prowadzeniu śledztw zdają się one rozwiązywać same z siebie w miarę posuwania się fabuły, co sprawia, że Nick staje się ucieleśnieniem zasady – "miej wyjebane a będzie Ci dane".

Narracja sprowadza się do pokazywania akacji w taki sposób jakby czytelnik był na miejscu razem z Nickiem. Sprawia wrażenie filmu posklejanego z urywków, kręconych w różnych lokacjach wtedy, gdy działo się coś wartego uwagi. W efekcie otrzymujemy wycinek z życia głównego bohatera, który swoją drogą naprawdę ma o czym opowiadać.

Co do oceny końcowej to rozumiem i przyswajam, że nie każdemu książka się spodoba. Wielu nie doczyta do końca. Będą też tacy, którzy będą nią zachwyceni albo przynajmniej miło ją będą wspominać. Jednak niezależnie od wszystkiego warto po nią sięgnąć. Choćby po to, by sprawdzić w której jest się grupie ;)
Z mojego punktu widzenia zasługuje ona na ocenę 7/10.

///

No to przejdźmy do konkretów...

Główny bohater - Nick Belane to dla wielu przykład nieudacznika, choć z własnym biznesem. Już na 14 stronie można przeczytać jak widzi siebie i swoje życie:
„Byłem kluchowatym zerem. Skończyłem 55 lat, a nawet nie miałem garnka, żeby podstawić pod cieknący sufit. Mój stary ostrzegał mnie, że skończę trzepiąc konia na cudzym ganku w Arkansas. Mogłem jeszcze to zrobić. Autobus do Arkansas odjeżdżał codziennie”.
Lubi wypić i wpaść na wyścigi konne. Kobiety też lubi, ale raczej bez wzajemności. Zresztą trudno im się dziwić. Jak sam mówi: „Zawsze najważniejsze są dla mnie nogi. Były pierwszą rzeczą, jaką ujrzałem, kiedy się rodziłem. Wtedy starałem się wydostać. Od tego czasu ciągle pcham się w przeciwnym kierunku, ale wyniki mam raczej mizerne”. Tym bardziej nie dziwi nikogo jego podekscytowanie na widok kobiety, która wkracza w jego życie na pierwszych stronach książki. Jednak Nick ma cholernego pecha, bo kobietą tą jest Pani Śmierć. Tak właśnie mu się przedstawia. Chce ona aby odnalazł on Céline’a (chodzi jej o pisarza francuskiego L.F. Céline’a, którego twórczość nawiasem mówiąc fascynowała Bukowskiego). Jej zdaniem Céline żyje i zagląda on czasem do pewnego antykwariatu. Chce się ona do gościa dobrać, ale musi mieć pewność, że to właśnie ten o kogo jej chodzi. Mimo tego, że Belane ma ją za wariatkę to jednak bierze zlecenie.
Okazuje się, że to nie koniec, bo jeszcze tego samego dnia Nick dostaje kolejną robotę. Tym razem ma odnaleźć tajemniczego Czerwonego Wróbla. Prosi go o to John Barton, z polecenia którego do Nicka zawitała Pani Śmierć. Interes zaczyna się więc kręcić jak zakonnica na rowerze bez siodełka.
Belane ledwo otwiera drzwi, a już ma okazję wpieprzyć właścicielowi budynku (grubemu pedofilowi). Następnie idzie do antykwariatu Reda, gdzie spotyka gościa przypominającego Céline’a, a potem śledząc go podrzuca anegdotkę o prostytutkach, które swego czasu masturbowały jego psa.
W całej sprawie Céline’a Nickowi nie pasuje oczywiście fakt, że gdyby koleś żył, to miałby już ponad setkę na karku. Dzwoni więc do Pani Śmierć i jednocześnie rozpina rozporek w celach wiadomych. Jak się bawić to się bawić.
Pani Śmierć obiecuje mu, że jeśli załatwi dla niej tę sprawę, to powie mu gdzie jest Wróbel. To dodaje mu chęci do działania. Po drodze ma kolejne przejścia z właścicielem budynku i nietrafnie obstawia konia na wyścigach, przez co naraża się „windykatorom”, ale z opresji wyciąga go Pani Śmierć.

W końcu pojawia się kolejny klient – Al Ed Upek. Głosy w jego głowie mówią mu, że jego młodsza żona Cindy (modelka, aktorka, laureatka lokalnego konkursu piękności, ulubiony owoc - banan) daje dupy na boku, ewentualnie po kątach i koniecznie chce, żeby ktoś to sprawdził, bo żyć mu to nie daje. Oczywiście on też trafia do Nicka z polecenia Bartona.
Następnego dnia Nick śledzi Cindy prowadząc na totalnym kacu. Po drodze zatrzymuje go policja, a on nie czuje oporów żeby im pyskować. Oczywiście gubi Cindy.
Jakiś czas potem wraca do szukania Céline’a. Odnajduje go i jedzie za nim aż do domu Ala i Cindy. Już ma nadzieję, że oboje przyłapie, ale jak zwykle wszystko się pieprzy. Wygląda na to, że „Céline” sprzedaje Cindy polisę na życie.  Cindy nie kryje wku*wienia i wzywa swojego goryla, któremu Nick miażdży jaja kamerą i daje nogę. Na wizytę cienko piszczącego ochroniarza i Céline’a w swoim biurze Belane nie musi długo czekać, ale straszy ich bronią i zamyka w kiblu, a sam jedzie pod dom Cindy. Ma nadzieję, że tym razem „dobierze jej się do tyłka”. Wchodzi do domu i pod sypialnią słyszy głosy. Odpala kamerę i wbiega do środka, ale i tym razem wszystko się pieprzy. Facetem obracającym Cindy jest Al, który goni go z gołą dupą i giwerą w ręce do drzwi frontowych. Nick ucieka przed ostrzałem i wraca do siebie.

W biurze dzwoni do niego niejaki Hal Grovers, który twierdzi, że prześladuje go kosmitka o imieniu Jeannie. Tak… Wygląda na to, że w Hollywood mieszkają sami popaprańcy...
Hal chwilę potem spotyka się z Nickiem i mówi, że ta kosmitka kontroluje jego mózg oraz, że zwykle wychodzi przez sufit. Belane mówi mu, że musi być świrnięty i chce się go pozbyć, ale wtedy właśnie do biura wchodzi seksowna Jeannie (tak na marginesie to z opisów wynika, że jedyna brzydka kobieta w życiu detektywa B. to jego była żona…).
Rozmowa standardowo szybko nabiera ostrego wyrazu, a w efekcie Nick goni Jeannie z paskiem w dłoni po swoim biurze, ale kosmitka pstryknięciem palców sprawia, że nie może się on poruszać przez kilka godzin, sama zaś wychodzi.

Następnie Nick idzie na wyścigi, gdzie odnajduje go Céline, który grożąc bronią chce wyciągnąć od niego info kto go nasłał, a potem płaci mu żeby pozbył się problemu. 
Pani Śmierć dzwoni do Nicka i chce wiedzieć jak postępy w sprawie Céline’a. On mówi jej, że wszystko gra i umawia się z nią w restauracji, po czym dzwoni do Céline’a i umawia się z nim w tym samym miejscu. W restauracji dochodzi w konfrontacji, podczas której wychodzi na jaw to, że Céline to naprawdę Céline. Parę chwil potem zostaje on potrącony przez samochód i umiera.
Jedno zlecenie z głowy.
Po obskoczeniu barów Nick wraca do biura, gdzie czeka na niego Jeannie Nitro – sexy kosmitka z pewną propozycją. Mówi mu, że obcy chcą przesiedlić na Ziemię część mieszkańców planety Zaros, ale przekonanie Ziemian do ich sprawy wydaje im się lepszym rozwiązaniem niż zmasowana inwazja wężo-podobnych istot (bo tak wyglądają naprawdę te paskudy). I tak właśnie Nick zostaje zwerbowany do pomocy kosmitom.  No ale przynajmniej oswobodził Groversa spod wpływów kosmitki.
Ciągle jednak nie daje mu spokoju myśl o Pani Śmierć, która zdaje się cały czas krążyć wokół niego.

Potem Belane jedzie za Cindy aż do motelu, w którym wita się ona z jakimś młodym, prężnym lowelasem. Nick  bierze pokój obok nich i podsłuchuje. Wspomniany koleś ma na imię Billy i jest strasznym frajerem, który grubo przystawia się do Cindy. Nick czuje, że trafił w 10. Wchodzi do ich pokoju z kamera i zaczyna filmować co ciekawsze kawałki. Billy się wkurza i rusza na niego. Nick strzela, ale kula nic kolesiowi nie robi. Okazuje się, że Billy to kosmita, o czym Belane mówi Cindy. Ona jednak już od dawna ma go za cholernego świra, ale mimo to pyta swojego ogiera czy to prawda.
Wtedy pojawia się Jeannie Nitro i rozgania towarzystwo ratując Nicka z opresji.
Belane ma w rękach dowody zdrady, a zatem kolejna sprawa z głowy. Postanawia to uczcić w barze, ale spokój nie trwa wiecznie i po chwili dołączają do niego Pani Śmierć i Jeannie Nitro.
Jak sam powiedział tkwił miedzy kosmosem i śmiercią, jedno i drugie było pod postacią kobiety. Jeannie odciąga go na bok i mówi mu, że chce się pożegnać. Kolonizacja została odwołana, bo Ziemianie są zbyt popieprzeni żeby dało się tu mieszkać, więc i ona musi wracać.

Wkrótce w biurze Nicka pojawia się koleś imieniem Amos, który mówi, że ma cynk odnośnie Wróbla. Ma on adres babki, która podobno może coś wiedzieć. Na miejscu jest oczywiście piękna kobieta i przygłupi ochroniarz, zakochany w niej jak Amerykanie w pączkach, który grozi że ich w cholerę wyzabija, ale kop w jaja studzi jego zapał.
Zanim jednak do tego doszło owa laseczka chciała przekonać Nicka żeby odpuścił sobie Wróbla. Przekładają spotkanie na następny dzień, ale gdy Belane się tam pojawia mieszkanie jest puste.
Chce wyciągnąć informacje od dozorcy, ale ten po wymianie kilku zdań wścieka się na Nicka i zaczyna go dusić. Pewnie by go zabił gdyby nie Pani Śmierć. Dozorca pada trupem a Nick wraca do biura.
W TV widzi reklamę sex-telefonu i postanawia zadzwonić.
Rozmowa z Kitty, która stara się brzmieć sexy jest nawet całkiem zabawna. Tu mały cytat:

N: Ale masz chrypę. Może za dużo palisz.
K: Nie biorę papierosów do ust, Nick. Tylko coś zupełnie innego.
N: Co, Kitty?
K: Nie domyślasz się?
N: Nie.
K: Spójrz w dół, Nick.
N: Dobra.
K: Co widzisz?
N: Szklankę. Telefon.
K: Co jeszcze, Nick?
N: Buty…
K: Nick, a to wielkie coś, co sterczy do przodu, kiedy tak sobie rozmawiamy… co to?
N: To? To mój tłusty bebech!

Następnego dnia w biurze Nicka dzwoni telefon. Głos raczej mało uprzejmego kolesia informuje, że Czerwony Wróbel jest do wzięcia za 10’000$. Nick takiej kasy nie widział od dawna, ale głos oferuje pożyczkę pod zastaw jego życia. 10 minut później koleś już jest u Nicka razem z dwoma oprychami oferując dostarczenie Wróbla w zamian za „korzystnie” oprocentowaną pożyczkę.
Belane nie miał ochoty na takie układy, ale i tak podpisał kiedy stawka zeszła do 4 kafli. Następnego dnia na Grand Central Market miał się zgłosić po Wróbla.
Chłopaki bez szyj pojawili się o umówionym czasie i powiedzieli, że Czerwony Wróbel czeka na Nicka w jego aucie. Okazało się, że w klatce siedział kanarek pomalowany czerwoną farbą.
A płacić będzie trzeba...
Przypomina mu o tym kolejna parka zakapiorów, która składa mu wizytę w biurze.
Nick wraca do siebie do domu, a tam zastaje dmuchaną lalę z doczepioną karteczką, na której stoi napisane, że ma dać sobie spokój z Wróblem albo będzie równie martwy co to gumowe ruchadło. Chwilę potem odwiedza go jeszcze była żona, ale to bez znaczenia.
25 dni później pojawiają się bandziorki po kasę. Nick nie ma ani grosza, na co po części liczyli i mówią mu, że zrobią z niego przykład i go odpalą. Jeśli rozniesie się po mieście, że sprzątnęli gościa winnego 600 dolców, to ci którzy wiszą więcej zaczną bulić.
Belane nie chce uwierzyć, że za 600 dolców pierwszej raty może dostać kulkę, ale karki wyprowadzają go z budynku i pakują do wozu. Zawożą na jakieś zadupie a potem wpakowują 4 kule w brzuch i odchodzą. Kiedy Nick umiera widzi przed sobą czerwień, która przybiera po chwili kształt czerwonego wróbla, obok którego stoi Pani Śmierć. Mówi mu ona, że Barton miał nosa. Dobrze mu się zdawało, że Wróbel istnieje i że to właśnie Nick go odnajdzie. Reszta ludzi po drodze to oczywiście zwykli naciągacze, a gumową lalę podrzucił listonosz w rewanżu za wpie*dol, który dostał od Nicka.

„To nie tak powinno się skończyć” – pomyślał zanim umarł.