06.01.2015

Rzeźnik - Alina Reyes

Zapytajmy rzeźnika, czy liczy się tylko "mięso".



Tytuł: Rzeźnik
Autor: Alina Reyes
Tytuł oryginału: Le Boucher
Wydawnictwo: Agencja Wydawniczo-Księgarska „BOOK-TRANZYT” 
Stron: 68
(powieść erotyczna » 18+)



Tak się już na świecie poukładało, że nawet najlepsza rzecz pod Słońcem bez żadnej reklamy dobrze się nie sprzeda. Tak też jest i w przypadku książek, które większość ludzi kupuje oczami. Ważna jest okładka oraz słowa klucze. Jeśli nie ma niczego chwytliwego w tytule, to musi być gdzieś na okładce (no chyba, że sama okładka jest tak ładna, że jest w stanie sprzedać książkę - tu przykładem może być Demon Luster Martyny Raduchowskiej).

Nie ma się co czarować - słowo "erotyka" jest właśnie takim kluczem, który na okładach wielu książek odmieniany jest przez wszystkie przypadki, celem przyciągnięcia uwagi potencjalnych nabywców. 
Aż wstyd się przyznać, że jestem jednym z tych ludzi, na których takie wabiki działają tak, jak na kota kuweta ze złota. Jednak usprawiedliwiam się tym, iż pisanie na "te" tematy jest sztuką trudną, co sprawia, że wielu autorom plączą się nogi, a to z kolei daje mi niespotykaną wręcz radochę. W efekcie bardzo lubię się babrać w przeróżnych pozycjach książkowych spod znaku 18+, aby sprawdzić co tam takiego było, że ludzie o tym mówią.
A jeśli nie mówią, to czy powinni.



Rzeźnik Aliny Reyes nie jest może pozycją bardzo znaną, ale z racji tego, że książka ta leżała sobie u mnie w domu gdzieś na półce, taka samotna i niekochana, to i postanowiłem, że ją w końcu łyknę. Poza tym opinie na jej temat są raczej podzielone, więc trzeba było w końcu samemu sprawdzić co i jak i zabrać się do czytania (którego nie ma za wiele). 

Autorka książki pochodzi z Francji i jest znana ze swojego prostego i dosłownego podejścia do erotyki jako takiej, co zwykle bywa zapowiedzią czegoś ciekawego. W końcu lepsze to niż np. nagminne stosowanie eufemizmów i dziwnych zwrotów typu "płeć" na określenie żeńskich narządów płciowych (jeśli ktoś czytał erotyki, które wyszły spod ręki  K. Michalak, to wie o co chodzi. O ile oczywiście są tacy, którzy byli je w stanie zmęczyć w całości...).

Główną bohaterką jest kobieta, której imienia nie znamy. Nie znamy też imienia tytułowego rzeźnika, ale wiemy, że modelem Calvina Kleina to on nie jest.
W telegraficznym skrócie - na pierwszych stronach poznajemy młodą dziewczynę o artystycznej duszy, która jest dopiero na początku swojej drogi przez życie erotyczne, zapoczątkowane przez jej ukochanego - Daniela. Traci ona z nim kontakt na okres wakacji, co nie wpływa najlepiej na jej stan emocjonalny oraz potrzeby inne od duchowych, co wykorzystuje rzeźnik, z którym panna X pracuje. 

Rzeźnik jest osobnikiem wulgarnym i mocno niewyżytym, który najwidoczniej przegapił szkolenie, dotyczące molestowania seksualnego w miejscu pracy. 
W efekcie zdarzeń, opisanych w książce, główna bohaterka traci swój romantyczny sposób postrzegania miłości, a rzeźnik wprowadza ją w świat cielesności, pozbawiony jakichkolwiek uczuć wyższych. Pod koniec książki zachodzi w niej przemiana, która wydaje się być bardzo wartościowa, choć sposób, w jaki do niej dochodzi jest w gruncie rzeczy koszmarem.

Język użyty w książce jest mocno poetycki, naszpikowany metaforami. Dialogów nie uświadczyłem. Całość sprowadza się do analizy umysłu kobiety, tego jak postrzega ona swoje otoczenie, swoje emocje oraz swoją cielesność. 
Dochodzą tu też niestety liczne wulgarne opisy oraz, nazwijmy to, grube rozkminy bohaterki, przez które książka może sporo stracić w oczach niektórych czytelników.
Szczególnie w pierwszej części są chwile, w których chciałoby się zapytać autorkę - co ty pieprzysz do cholery?! Zakładam jednak, że tak to właśnie miało wyglądać. Cóż.
Mamy oczywiście sceny erotyczne, ale jest ich raczej niewiele, bo i 68 stron (minus dziury), kieszonkowy format oraz czcionka w rozmiarze dedykowanym Elżbiecie Zapendowskiej nie pozwalają na zbyt wiele. 

Podsumowując - jest to książka, którą można wciągnąć w trakcie jednego posiedzenia w toalecie. 
Nie jest zła, nie jest też wybitna. Historię, która jest w niej opowiedziana, można wrzucić do grupy tych, które, choć ciekawe, to jednak stosunkowo szybko zostaną wykasowane przez naszą pamięć. 
Jeśli ktoś na nią trafi to raczej warto rzucić okiem. A nuż komuś podejdzie. Ale fajerwerków lepiej się nie spodziewać. 

Ogólnie 5,5/10


A co do zakończenia, to wcale nie ssie, jak twierdzą niektórzy, ale o tym potem.


Przejdźmy zatem do konkretów...

Rzeźnik miejscami jest trochę jak mini rozprawa z filozofii dla socjopatów. Przynajmniej ludzie o delikatnych umysłach i bardzo słabych żołądkach mogą tak pomyśleć. Książka daje im ku temu powody, bo już na wstępie można przeczytać jak główna bohaterka porównuje ciało rzeźnika do mięsa wołowego, który jednak ma tę przewagę, że dalej żyje i targają nim pragnienia.
Ale po kolei…

Cała przygoda z panną No-name zaczyna się od barwnego, wyrazistego i poniekąd zmysłowego opisu krojenia mięsa przez rzeźnika oraz kilku przemyśleń natury egzystencjalnej. Ciekawych, ale bez większego polotu.
Druga strona daje nam pierwszy opis rzeźnika, który brzmi następująco: "...też był stworzony z takiego ciała, ale ciepłego, na przemian miękkiego i twardego". Bardzo subtelne, nie powiem, że nie. No, ale lećmy dalej.
BTW //Kolejne kwieciste opisy kawałków mięsa, martwych zwierząt i ogólnie wszystkiego, na co można trafić w rzeźni oraz wszelkiej maści przemyślenia i dywagacje filozoficzne, z tymi rzeczami związane, pomijam. W każdym razie tam są. I jest ich sporo.//
Na początku historii pojawia się ciekawa wzmianka o pewnym jegomościu, regularnie zamawiającym u rzeźnika baranie jądraktóre następnie zjada w zaciszu domowym, bo podobno pomagają na potencję. Jak łatwo wykoncypować, główna bohaterka była niezwykle ciekawa tego smakołyku, ale jakoś wolała nie próbować. Nic dziwnego. Kobieta jedząca baranie jądra w ostrym sosie z ryżem i pieczarkami? Nieźle narkotyczna wizja.
Z kolejnych stron wynika, że rzeźnik oprócz pracy ma też hobby, polegające na molestowaniu seksualnym swojej koleżanki. Panna X, mimo że zarzeka się, że ją to brzydzi, to jednak dodaje, że w sumie fajnie jest, bo w jakiś osobliwy sposób sprawia jej to przyjemność. Kisiel w majtkach i te sprawy.
OK, rozumiem, niby jest wiele kobiet z fetyszem gwałtu i temu podobnymi jazdami, ale na cycki Afrodyty, czy nie ma tam na dzielnicy jakiegoś fajnego ciacha, które nie capi potem i podrobami? 
...
Widocznie nie.
No i żeby nie było, że dla mnie rzeźnik, obywatel ciężko pracujący, to jakiś stereotypowy oblech - podrzucam kolejny opis: "Rzeźnik był wielki i gruby, miał bardzo białą skórę". To nie jedyny opis, ale wszystkie sprowadzają się do podobnych obserwacji.
Zaloty rzeźnika, nawet jak na mój gust są mocno niesmaczne, co już w sumie starcza, żeby odradzić czytanie tej książki sporej grupie osób. Na dowód można by zacytować fragment jego wypowiedzi ze strony 14, ale by mi bloga zamknęli, więc wolę nie. 
W każdym razie feministki nie polubią tej książki.

Stronę dalej dowiadujemy się, że bohaterka ma ukochanego o imieniu Daniel, w którym jest konkretnie zakochana i że chciałaby być razem z nim. Jest on kolegą jej brata, z którym to założyli zespół rockowy.

Opisy tego, co ma miejsce w sklepie z mięsem (i mam tu bardziej na myśli kwitnący romans, podszyty nadużyciami werbalnymi, niż sprzedaż gęsich wątróbek) są przecinane wspomnieniami bohaterki z okresu, kiedy starała się przypodobać Danielowi. 
Do tego dochodzą też wzmianki o tym jak bardzo nie lubiła dziewczyny, która z nim przychodziła na próby zespołu i jak bardzo przeżywała swoje zauroczenie tym kolesiem. A wszystko to okraszone delirycznymi obserwacjami i przebłyskami bohaterki wziętymi z dupy.

Z każdą kolejną stroną dowiadujemy się coraz więcej o bohaterce, o tym że jest młoda, że krótka przygoda z Danielem rozpaliła w niej nowe uczucia i pragnienia oraz o tym, że teraz, kiedy jest daleko od ukochanego, coraz trudniej jest jej walczyć z pożądaniem. Do tego ma wyrzuty sumienia, związane z tym, że seksy z rzeźnikiem przekreślą to, co jest miedzy nią a Danielem.

Druga część zaczyna się od całkiem znośnie napisanej sceny seksu pod prysznicem i jej kontynuacji w łóżku. Muszę jednak nadmienić, że określenie „łzy spermy” oraz fragment: „Najlepiej byłoby natychmiast pozbawić go męskości. Zjeść ten kawał mięsa, wciąż twardy, wciąż wyprostowany, wciąż nienasycony, połknąć go i zachować w brzuchu raz na zawsze” mocno zaniżyły ogólną  jej ocenę.

Kiedy nasza młoda wyzwolona wraca od rzeźnika, trafia na plażę, na której dochodzi do wniosku, że to co było miedzy nią a Danielem przepadło pod prysznicem.
Rzuca też kilkoma srogimi metaforami, przykładowo: „Dwoma palcami zrobiłam sobie twój narząd, żeby przerżnąć ziemię, tę dziwkę, która nie chce mnie kochać, mnie – mężczyznę, mnie – kobietę, z krwi i kości, z brzuchem rozdartym porodami, śmiertelne mięso do wynajęcia”.

Na koniec, chcąc się ogrzać, idzie do baru o nazwie „Plażowy”, gdzie poznaje czterech chłopaków. Pomijając to co zbędne, efektem jest to, że jeden z nich pod koniec wieczoru wywozi ją do lasu i gwałci.
Budzi ją świt. Wstaje brudna i spragniona. Myśli o tym, żeby wrócić do domu i zabrać się do malowania, ale jest cała poobijana i obolała, przez co nie może wydostać się z przydrożnego rowu, w którym leży. Czołga się wiec wzdłuż niego, aż dociera do płytszego miejsca i tam udaje jej się wydostać. Następnie idzie na czworakach poboczem drogi.

Pod koniec pojawia się ciekawy fragment wart zacytowania:
Dobrze, że nikogo nie spotkałam. Nikt się nade mną nie litował, nikt nie zniszczył nabrzmiałego nadzieją szczęścia. Tacy są ludzie: nie dostrzegają urody twojego życia, które wydaje im się straszliwie smutne, jeśli, na przykład, w środku lata nie jesteś opalony. Chcą, żebyś prawdziwą radość upatrywał w tym samym, co oni, a jeśli tylko im ulegniesz, już nigdy nie trafi ci się sposobność, by spać samotnie w rowie, z rozdartą duszą, pośród czarnej nocy”.

Samego zakończenia nie będę cytował. Powiem tylko, że wbrew temu co mówią niektórzy, jest całkiem dobre.

Na koniec dodam, że gdyby rozbudować niektóre wątki, niektóre z kolei wyrzucić i ogólnie pogłębić całą historie, to wyszedłby z tego całkiem dobry dramat.

Ale i tak warto rzucić okiem.
Mój egzemplarz kosztował 2zł, więc tragedii nie ma ;)