19.01.2015

Masa o kobietach polskiej mafii

Masa kontrowersji, czyli książka o romansie kobiet z mafią. 




Tytuł: Masa o kobietach polskiej mafii
Autor: Artur Górski, Jarosław Sokołowski "Masa"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 231


Zakładam, że jeśli ktoś zainteresował się tym wpisem, to wie kim jest Masa, którego ksywa zajmuje 1/4 okładki omawianej książki. Jeśli jednak nie masz bladego pojęcia o kim mowa, to moim zdaniem warto co nieco poszperać w sieci na jego temat. Tak na dobry początek oczywiście. Mamy bowiem do czynienia z bardzo ciekawą i barwną postacią. Pomijam tu jego nielegalny dorobek z przeszłości, bo jego oceną zajmowali się już odpowiedni ludzie. Interesujące jest natomiast to jak wyglądało wtedy jego życie oraz jak ogólnie wyglądało egzystowanie w kręgach, w których się swego czasu obracał.


Młodsi ludzie mogą nie pamiętać całego szumu związanego z gangiem pruszkowskim, szczególnie, że okres w którym jego szefowie mieli się za panów świata to końcówka lat ’90.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zarówno w sposobach walki z przestępczością zorganizowaną jak i w postrzeganiu przez wielu ludzi gangsterów i mafii jako takiej. Nie zmieniło się jednak to, że źli i niebezpieczni panowie od zawsze budzili zainteresowanie.

Na fali takiej właśnie fascynacji rodzimym światem przestępczym powstał m.in. Alfabet Mafii, który omawiał kolejno co ciekawszych „zawodników”, będących na szczycie w okresie świetności Pruszkowa. Był też serial Odwróceni (bardzo dobry swoją drogą) oraz film Świadek Koronny, który już specjalnie udany nie był, ale co tam. Liczy się to, że tematy związane z podziemiem przestępczym od zawsze pociągały wielu ludzi, a fakt, że w Polsce również nie brakowało (i wciąż nie brakuje) „grubych ryb” dodatkowo działał i nadal działa na wyobraźnię.

Co do samej treści książki, to z opisu dowiadujemy się, że przyjdzie nam poznać bliżej takie figury jak np. Monika Z., czyli żona Słowika. Kobietę, która uważała się za jedną z największych dam RP i która miała ambicje mafijnego bossa.
Ale nie tylko ją, ponieważ kobiety w życiu gangsterów to nie jedynie żony czy konkubiny (jedne – udające, że nic nie wiedzą, inne – uważające się za pełnoprawnych członków grupy), ale też matki oraz te niewiasty, których było najwięcej, czyli kochanki, prostytutki i kobiety, które źle trafiły dobierając znajomości.

Mówiąc inaczej – w opowieściach Masy przewija się cała plejada bezimiennych kobiet, które np. brały udział w konkursach piękności bądź też po prostu pracowały w klubach prowadzonych przez gangsterów (tych zwykłych oraz tych bardziej go-go) czy też w agencjach towarzyskich. To właśnie one stanowiły tło dla gangsterskiej codzienności. To one często były wykorzystywane i traktowane jak zabawki, choć podobno były i takie, które były im przyjaciółkami i miały z nimi całkiem dobrze.
Podobno.
Niektóre z nich nie miały jednak szczęścia w życiu i trafiały na typowych sadystów/troglodytów, takich jak np. Janusz P. „Parasol”, który typem Ojca Chrzestnego zdecydowanie nie był.

Całość prowadzi do smutnej refleksji nad losami dziesiątek kobiet, które godziły się na warunki stawiane im przez ten surowy świat w pogoni za lepszym życiem.
A wszystko to opisane zostało w sposób prosty i bezpardonowy, bez dorabiania zbędnej ideologii, co stanowi olbrzymią zaletę tej pozycji.

Wspomnieć można jeszcze o tym, że niektórzy zarzucali Masie, że będzie chciał się wybielić na kartach tej i kolejnych książek. Jednak w trakcie czytania widać, że to stwierdzenie nie ma za wiele wspólnego z prawdą. Pan Jarosław sam przyznaje, że robił w życiu paskudne rzeczy i nie szczędzi czytelnikowi przykładów na poparcie tej tezy.
W książce nie brakuje bowiem ani obsceniczności ani dosadnych opisów interakcji z kobietami, co dla mnie stanowi kolejną zaletę (tak, wiem jak to brzmi).

Co zaś się tyczy zarzutów odnośnie naciągania pewnych faktów bądź też zwykłego zmyślania, to nie sądzę żeby mu się to opłacało, o czym on sam mówi. Ale nawet gdyby wszystko, co tam jest było z palca wyssane, to i tak całość czyta się jak dobry kryminał. Mnie to wystarcza.


To w końcu warto czy nie warto?

Jeśli ktoś już czytał inne pozycje, które są na rynku i traktują o tej tematyce (i jak na zwykłego obywatela spoza półświatka może się poszczycić jakąś tam wiedzą o nim), to nie umrze jeśli nie przeczyta, ale i tak uważam, że warto się zainteresować tą książką.
Jeśli natomiast kogoś dopiero porwała fala fascynacji tymi tematami, to jest to pozycja – must have.

Co do mojej prywatnej opinii to powiem, że tytuł ten mnie nie zawiódł i z pewnością wart jest polecenia każdemu, kto chce poczytać o gangsterach z naszego polskiego podwórka i o kobietach, które stanowiły nieodłączny element ich zepsutego świata.

Daję 6/10.

///

We wstępie jesteśmy zachęcani przez pana Artura Górskiego do zapoznania się ze wspomnieniami Masy, zawartymi w książce. Jego zdaniem (i moim w sumie też) Masa dysponuje ogromną wiedzą, ponieważ był w grupie od samego początku, czyli od 1990 roku, kiedy to zauważony został przez „starych pruszkowskich”. 
Ponadto był on ciągle w bliskim kontakcie zarówno z bossami jak i z… no powiedzmy szeregowymi pracownikami i podwykonawcami. W efekcie wiele widział i wiele słyszał. Do tego był bardzo obrotny. Bywał wszędzie tam gdzie warto było się pojawić i zadawał się z ludźmi, z którymi znajomość spokojnie można by sobie wpisać do CV. Jednak sąd nie potrzebował całej jego wiedzy, a jedynie ten jej wycinek, który potrzebny był do skazania różnych przestępców. Cała reszta to ogrom „smaczków” i ciekawostek ze świata przestępczego, którymi naszpikowana jest ta książka.

A teraz do sedna. Książka traktuje o kobietach polskiej mafii i chodzi tu nie tylko o matki, żony czy partnerki gangsterów, ale także o inne kobiety, które na dłużej bądź krócej pojawiały się w ich życiach. Mówiąc wprost – cichodajki wszelkiej maści i kalibru.

Treść właściwa zaczyna się od gangsterskich wspomnień przy kielichu. Przez to już od pierwszych stron można podłapać ten specyficzny dla reszty książki klimat męskiej posiadówki, wypełnionej wspomnieniami z czasów chwały. Jest to ciekawe wprowadzenie do reszty książki, która potem traktuje już głównie o kobietach. Masa opowiada o tym, że najlepsze laski były na wyciągnięcie ręki, ba - często same pchały się do łóżka, bo zwykle mogły coś na tym ugrać. Choć nie ze wszystkimi tak było.

Najpierw mamy obszerny fragment dotyczący tego jak wyglądały zawody Miss Polski i innych takich oraz tego jak głęboko w tym wszystkim siedziała mafia. A siedziała cholernie głęboko. Pojawia się też sporo przykładów i „anegdot”, które obrazują to jakimi ludźmi byli gangsterzy. Z grubsza rzecz ujmując nie bawili się w przesadne czułości.

Dalej Masa wspomina o klubie Planeta, który stworzył w 1997, a który mieścił się na warszawskiej Woli. Nikogo chyba już nie zaskoczy fakt, że panienki, które dla niego robiły miały na liście obowiązków pracowniczych zadowalanie pana prezesa.
W gruncie rzeczy to trudno mu się dziwić, że wspomina te czasy z lekkim sentymentem. Pewnie też bym je tak wspominał na jego miejscu. 

Potem opowiada trochę o klubach go-go i o tym jaką role pełniły dla gangsterów. A nie była to rola jedynie rozrywkowa. Co zaś się tyczy agencji towarzyskich, to wspomina, że w tamtych czasach laski pchały się do nich drzwiami i oknami, bo czekała je nie tylko kasa, ale czasem też szansa na karierę. Lepsze życie. Tylko trzeba było trafić na odpowiednich ludzi. Zupełnie jak dzisiaj.

Bo w końcu burdele odwiedzają najróżniejsi ludzie. Od maturzystów po polityków. Od przeciętniaków po szychy.
Dzięki swoim specyficznym usługom panienki były w stanie miesięcznie wytargać do 15 kafli w przeliczeniu na dzisiejszą kasę. Tak, że gały za darmo nie robiły. 


Co więcej – z książki wynika, że świat jest pełen chętnych, wystrzałowych lasek. Trzeba tylko mieć kasę i kontakty. 
Nieraz podobno trzymali je w pokojach hotelowych, czasem przez wiele dni i nie wypuszczali na zewnątrz. Ich zdaniem krzywda im się nie działa i tu cytat:
„Były karmione pizzą i spermą, a poza tym dostawały kupę kasy”.
Niektóre podobno nawet to lubiły. Niby dlatego, że miały wielką słabość do niegrzecznych chłopców. 
Warto dodać, że nie były to jakieś proste dziewuchy, tylko laski z dobrych domów. Nie były głupie, ale w życiu brakowało im widocznie emocji i mocnych wrażeń.

Następna część dotyczy żon gangsterów i ich nastawienia do świata, który je otaczał. Niektóre z początku nie miały pojęcia, że kasa, którą tak chętnie wydawały jest z nielegalu. Ale były też i takie, które gangsterkę miały we krwi.

Potem mamy rozdział o Patrycji R., która wystawiła pod kulkę Andrzeja K. „Pershinga” oraz o Ince, czyli Halinie G., która z kolei zrobiła to samo z Jackiem Dębskim – byłym ministrem sportu, konkretnie związanym ze środowiskiem przestępczym.

W końcu dochodzimy do kobiet z „zajebiście silną psychiką”, że tak sobie pozwolę zacytować klasyka. Najpierw jest sporo o żonie Słowika i o tym jak odnalazła się w świecie przestępczym. Zaraz potem jest rozdział o git-falbanach, czyli charakternych lwicach, które często były równie zepsute co ich partnerzy, o ile nie bardziej. Wynikało to głównie z tego, że wywodziły się one z tego samego środowiska. Wychowały się i żyły między „chłopakami z miasta”. 
Lubiły też razem ostro poimprezować i razem wymierzać sprawiedliwość. Tu cytat:
Często organizowały takie spotkania i lubiły napawać się świadomością, że tak bardzo podskoczyły w hierarchii społecznej. Wcześniej tankowały gorzałę w praskich piwnicach, a teraz rozsiadały się w skórzanych fotelach w salonach swoich rezydencji. Jak to kiedyś trafnie podsumował Jacek D. „Dreszcz”:
Już zapomniały, że jak kiedyś chodziły w gości, to im sprężyny materaców w dupy wchodziły. Takie to były luksusy!

Na koniec jest jeszcze rozdział traktujący o matkach gangsterów i to w zasadzie tyle.
W każdym razie jest co czytać.

Polecam, bo warto ;)